czwartek, 22 marca 2018

A wczoraj wiosna przyszła (ale opatulona):))

   

Zajrzałam niedawno chcąc podzielić się kilkoma myślami na blogu, ale wszystko mi "zżarło", a potem się zdenerwowałam, zrezygnowałam z ponownego pisania.
Od wczoraj mamy wiosnę, ale np. w tej chwili spadają piękne duże płatki śniegu. Niewykluczone, że wiosna ma jakiś zatarg z zimą, że nie chce jeszcze odejść. Ale słońce lekko błyszczy, a jasne niebo mówi, że będzie przejrzyście.
   Praktycznie, zostało 10 dni do Wielkanocy, ale jakoś nie mam sił, na przygotowania i porządki. Siostra powiedziała mi niedawno, "nie przejmuj się, i tak wszyscy patrzą na stół, a nie, co jest wokół niego". Fajne, ale jednak, co nieco trzeba posprzątać. Wczoraj przygotowałam mięsa, dzisiaj zmieliłam, doprawiłam i od pół godziny pieką się pasztety i jeden malutki do koszyczka, zostało trochę  mięsa i wpadłam na pomysł z małym pasztetem.
   Od kilku dni, piorę i zmieniam firanki, zasłony i pościel domownikom. Jeszcze trochę zostało. Co chwila, gdy tak krzątam się po domu, wpadają mi dziesiątki innych spraw do sprzątania. Co tu mówić, wciąż jest coś do roboty. Ale wczoraj padłam i od popołudnia przesiadałam się tylko z fotela, na łóżko, a w rezultacie, usnęłam dopiero po północy.
   Już nie pada śnieg i nie ma śladu, po tym, jaki spadł (może Anioły trzepią pierzyny, na święta:)). Czas wielu rozmyślań, częstszego uczestniczenia w Kościele i skupienia. A jeszcze, te przemiany w przyrodzie, to wszystko jest, jak oczyszczenie. Po zimie, po złościach, po zimowym śnie...
   Życzę, by święta Wielkiej Nocy, dla wszystkich były odrodzeniem miłości, spokoju, wspomnień o najbliższych i przyniosły chwile szczęścia i ukojenia.