Jutro zaczyna się grudzień i święta za pasem. Zawsze to dla mnie wyzwanie.
Tak wyglądały kwiaty na moim balkonie, jeszcze 2 tygodnie wcześniej.
Jak się uspokoi wiatr, muszę pościnać je, bo zmarzły. Dziwię się, że liście laurowe i rozmaryn, normalnie rosną. Dziś jednak okryłam je, bo boję się, że nie przetrwają.
Czuję się, jak miś który za chwilę pójdzie spać, do wiosny. Niewiele robię, to co muszę a oczy się kleją do snu. A tu naprawdę sporo trzeba pogimnastykować się przed świętami.
Zawsze dylematem jest, co komu dać od św. Mikołaja. Najchętniej sprezentowałabym, jakieś praktyczne drobiazgi, ale jakoś trudno wprowadzić to do realizacji. Będzie jak będzie, czas pokaże.
Jeszcze przedtem urodziny Adasia, 5-te. Sama nie wiem, co teraz cieszy dzieci, bo tak wiele mają.
No nic, muszę zmobilizować się i pomału "ogarnąć" dom i zakupy przedświąteczne.
Już wieczór, dzień krótki i szybko jest ciemno. A gdy w ciągu dnia nie ma słońca, jestem taka oklapnięta.
Za oknem zmrok i niebo bez gwiazd
Oczy się kleją, spać iść gotowe
Ja jednak jeszcze powalczyć muszę
Pomysły różne mam w głowie
Pójdę za chwilę do kuchni swojej
Wypiję świeżej herbaty
Odgonię ziewanie, posiedzę chwilę
I to już chyba na tyle
Pozdrawiam i dobrych dni życzę
