czwartek, 27 czerwca 2019

Czerwiec upalny i męczący

    Tak, znów kończy się miesiąc. Gorący jest ten czerwiec. Dał mi się we znaki i nie tylko mnie. Starszy czy młody, wypocił się nieźle w tym miesiącu. Niektórzy mówią, że takich temperatur, nie pamiętają. Po tym, jakie są temperatury, widać, że nastąpiło ocieplenie naszego kontynentu i wszystko przemawia za tym, że to nie zmieni się. Nigdy nie lubiłam upałów, teraz tym bardziej.
W tym miesiącu minęła 10. rocznica śmierci, mamy męża i 4.ta mojej mamy.
Jakoś tak dziwnie się ułożyło, że teściowa zmarła przed moimi imieninami, a mama wkrótce po. Tak, że nie jestem w stanie o tych datach zapomnieć. 
   Dzisiaj wreszcie trochę chłodniej i wieje trochę. Ale niestety, na razie deszczu nie ma. Chmury ciemne napływają i odchodzą. Ziemia domaga się wody i może wreszcie doczeka się. Potrzeba ziemi ochłody.
   Na początku czerwca zmarła Monika, ukochana mojego siostrzeńca, Piotrusia. Przez prawie rok walczyła o to by być, żyć i wciąż myślałam, że siłą woli uda się jej wygrać tę batalię. Operacja, chemia, schudła niesamowicie. Niestety, organizm nie wytrzymał. Odeszła... Miała 42 lata. Ja w swej naturze, pomimo wiary, bardzo boleśnie odczuwam, każde odejście.
Dedykowałam Monice wiersz:
Pamiętam Cię sprzed roku, roześmianą całą
Gdy grałaś w kometkę z córką, czy z synem, na przemian
Kręciłaś się przy grillu, uśmiechałaś miło
Opowiadałaś o życiu, zamyślałaś krótko
Umiałaś słuchać innych, dzielić wspomnieniami
A teraz, sama stałaś się wspomnieniem
I choćbym bardzo chciała, z całych sił
Wiem, że tego, już nie zmienię
Tak, jak Cię zapamiętałam, kochałaś życie
Ludzi, kwiaty i wszelkie podróże, cieszyłaś chwilą
Liczyłaś na to, że zwyciężysz, ja też tak myślałam
Byłaś waleczna, do końca, taka pełna życia
Choć widziałam czasem, że masz coś do ukrycia
Tak, silna byłaś w walce, myślałaś, a może się uda
Wszak, dzięki Bogu, zdarzają się cuda
Jednak, jak widać, On miał inne plany względem Ciebie
Może potrzebował Cię bardziej u siebie, tam w niebie
Przeszło, minęło, zostały wspomnienia
Dla wszystkich pozostał ból, na długo
Ty odpoczywaj, w spokoju, w miłości
Już teraz, nic Cię nie boli, nie złości
My możemy nadal wspomagać modlitwą Ciebie

   W lipcu może pojedziemy trochę nad morze, do Chłopów.
Lubię morze i mam nadzieję, że mój mąż i siostra ze swoim mężem, będą zadowoleni, zobaczymy. 
  Wakacje. Trochę mniejszy ruch na ulicach, ale zauważa się turystów, którzy łakną wrażeń. Życzę wszystkim, dobrych dni, ochłody w upały i radości wśród kochanych i życzliwych.
 
 
  

środa, 15 maja 2019

Maj, najpiękniejszy miesiąc

   Tak, to już maj. Wiosna w pełni. Zieleni się wokół nas, a woń kwiatów, bzu i samej zieleni jest oszałamiająca. Wreszcie od 2 dni pada deszcz, bo ziemia jest tak wysuszona, że aż woła. Wiosna...
   Pomimo mojego zachwytu nad wiosną, muszę przyznać, że nie czuję się najlepiej. Jestem jakaś osłabiona i sama nie wiem, czemu. Mówię sobie, wiek, przesilenie wiosenne, itd.
A może po prostu, wszystko naraz. Dzisiaj wyspałam się chyba nareszcie /jeszcze dosypiałam, po wyjściu męża do pracy/. Dobrze jest.
Najgorzej,  gdy się zacznę nad sobą roztkliwiać.  
   Czasem wychodzę na dwór, ot tak, by popatrzeć, co nowego zakwitło, na moich stałych ścieżkach. Klomby przy administracji są chyba najbardziej zadbane i ozdobione kwiatami, niektórych nawet nie znam nazwy. Spacerując, słucham śpiewu ptaków, radośnie zaznaczających swą obecność. Jak nie cieszyć się tym, co wokół widzę. Tak wiele się dzieje w przyrodzie i to cieszy.
   Na urodziny dostałam od męża ekspres do kawy, to motywuje mnie do częstszego jej picia:)). Nie powinnam, a piję. 
Już ciemno, szosa za oknem błyszczy się od deszczu i świateł latarń, widać, co na szosach się dzieje. Dzień ma się ku końcowi.
   Od kilku tygodni moja połówka, nie je mięs, wędlin itp. To wyzwanie dla mnie, sama też staram się towarzyszyć mu w tym postanowieniu, ale nie do końca. Okazuje się, że kuchnia bez mięsa wymaga jednak większej inwencji, a tym samym pochłania sporo czasu. Poza tym, ma być smacznie i zdrowo. Na szczęście wiosna, to pora roku, która dostarcza wielu warzyw, nowalijek, wkrótce owoców, tak że pomysłów mi nie zabraknie.
  W sobotę byliśmy na ślubie kościelnym, mojego chrześniaka Rafała z Kasią. Po prawie 22. latach zdecydowali się na ślub.
Pamiętam ich ślub cywilny, byli bardzo młodzi, zaraz po maturze. Jak to ksiądz powiedział: długie narzeczeństwo. Miła ceremonia.
  Znowu zauważę, jak ten czas leci. Ja już babcia /mam dwójkę wnuków/, włosy srebrne, czy raczej białe. Ale, taka kolej rzeczy. Być szczęśliwą, pomimo upływu lat. Kochać życie i świat i ludzi.
   Wszystkim życzę radosnych dni i wzajemnego szacunku i miłości. Wiosna nadzieję niesie, obdarza nas uśmiechem.

Spójrz na te kwiaty, powąchaj proszę
Tak wiele w nich uroku i czaru
Swoim kolorem, zielenią liści
Witają każdego, w maju
Nie możesz przejść obok
By ich nie zobaczyć
Na usta twe, uśmiech zawita
Bo takim kwieciem, każdego roku
Zwykle, nas właśnie, maj wita

 
  

środa, 10 kwietnia 2019

to już wiosna...

   Wiosna. Jak kobieta, piękna choć kapryśna czasem i zmienna. Niesie nowe, kolorowe, karmi nas nadzieją.
Liczymy, że coś odmieni się w naszej codzienności. Karmi nas przepiękną, soczystą zielenią i kolorami całej palety barw.
   Życie toczy się pomału, wydaje się, ale tak te dni lecą. Myślę, że jestem w wieku, kiedy już jest mniejsza koncentracja i siły nie takie, jak niedawno... Cóż, muszę się dostosować , nie ma innej opcji. Wybierać, co muszę zrobić, co ważne, priorytetowe.
   Za tydzień Wielkanoc. Pomyśleć pora, co zrobię na święta. Trochę będzie zachodu, bo z moją "połówką" zrezygnowaliśmy całkiem z mięsa. Ja może przełamię się na "co nieco" /pasztet, własną pieczeń itd./, ale mąż nie chce. Trzeba będzie zrobić kilka pozycji bezmięsnych.
Ale jednak pora podjąć decyzję, co zrobię.
   Po kilku dniach ciepłych, znów jest chłodno i wietrznie. Wiadomo, kwiecień-plecień... tradycja.
 Odkąd pamiętam, lubię wiosnę. Może dlatego, że wtedy właśnie urodziłam się:). Zawsze podziwiam soczystą zieleń i barwy kwiatów, które są nasycone i mocne. 
A poza tym, dni są dłuższe, cieplejsze, zachęcające do wyjścia 
z domu. Tyle się dzieje w przyrodzie, że trudno ogarnąć to. Jest ślicznie.
   Warto pomyśleć o balkonowych kwiatach i roślinkach, bo skoro można mieć "ogródek", to czemu nie. Mam to na uwadze, ale zabiorę się za to, po świętach. Na razie skupię się na liście zakupów, rzeczy do zrobienia itp.
Życzę wszystkim dobrego nastroju i nie przemęczania się, bo w święta też trzeba mieć siły. Ale najważniejsze są spotkania z najbliższymi. Dobrych dni wszystkim życzę. 

piątek, 1 marca 2019

Już marzec...


   Wczoraj był Tłusty Czwartek. Pomyślałam, "tradycja, ważna sprawa" i usmażyłam pączki.
Zrobiłam je w.g przepisu, sprzed blisko 20 lat. Jest zapisany, jako: "Karnawałowe pączki pani Rejentowej". Wychodzi ok. 12 sztuk, wystarczyło dla nas. Były bardzo smaczne i lekkie. Mój małżonek powiedział: "jeszcze takich dobrych, nie było". Nie wiem, robię je tylko raz w roku, no może dwa i wydają mi się takie same. Ale czasem mąka jest inna, czy gospodyni w lepszej formie:). Jeszcze przed nami Ostatki, ma być powtórka z pączków / życzenie domowników/, choć ja wolałabym dla odmiany, faworki. Zobaczymy.
    Pogoda taka zmienna, jak to w czasie zbliżającej się wiosny. Raz ciepło, ale z szalonym wiatrem, to znowu zimno i szaro. Ale widać, że wkrótce już będzie pięknie. Zielono i kolorowo. Każdy z nas czeka na to.
   Na rabatkach osiedla już widziałam krokusy i przebiśniegi. Wiele krzewów już zieleni się. Wkrótce oczy moje radować się będą wiosną w pełni. Dla mnie to najlepsza pora roku. Myślę, że nie tylko dla mnie. Tymczasem jeszcze nie można się za bardzo "wietrzyć" bo organizm może tego nie wytrzymać.
   Codziennie zaglądam do moich ulubionych blogerów. Chwile odpoczynku spędzam przy kompie. Tyle się dzieje. Choć niektórzy podobnie, jak ja robią przerwy, bo... no właśnie, różne są tego powody.
   Nadchodzi czas postu. Dla mnie czas zastanowienia, skruchy, modlitwy i próby wyrzeczeń. Po co jestem? Co potem? Co daję innym? Jakim jestem człowiekiem? I tak dalej. Taki rachunek sumienia. Życzę wszystkim dobra od innych, zdrowia i... Bożego miłosierdzia.

Codziennie, niezmiennie, budzę się rano
I robię zwykle, co muszę, co trzeba
Niejednokrotnie jednak, czas tracę
Rozmyślam, nad tym, co się w świecie dzieje
Złoszczę, śmieję się i płaczę
Chciałabym wiele, ale już nie mogę
Bo, po prostu, brakuje mi siły
Macham ręką bezsilnie, poddaję
I czekam, by wrócić do tego
Co lubię, co muszę, co chcę...
Jestem, jaka jestem, kocham, krytykuję
Choć może, nie zawsze tak, jak należy
Cóż mogę się mylić, za dużo powiedzieć
Bo jestem człowiekiem i jak każdy błądzę
Nie jestem doskonałą, wiem
I na tym, czy innym świecie, nie rządzę
Lubię życie i wszystko, co się wokół dzieje
I wciąż mam duszę dziecka...
Uczę na nowo, rzeczy nieznanych
Podziwiam tych, co potrafią
Patrzę na księżyc, niebo i słońce
A serce mam ciągle gorące....



poniedziałek, 31 grudnia 2018

Zmęczony rok 2018, odchodzi

   Dzisiaj ostatni dzień roku 2018. Zamyśliłam się przez moment, jak te dni szybko przeszły. I jak wiele wydarzeń miało miejsce. Święta już za nami, a ja jeszcze nie odpoczęłam po przygotowaniach do nich. Od paru dni pogoda deszczowa, jakby aura nadrabiała czas jesienny, bo ziemia chyba wysuszona. Teraz nawet słoneczko mocniej zaświeciło i od razu radośniej.
   Nie będę na balowej sali, ale jak należy przywitam nowy rok. Co by nie było, życzę wszystkim, dobrych dni, spełnienia pragnień i zamierzeń. Cieszmy się tym o co zadbamy i tym, co otrzymamy. 
   Dobrego Roku 2019, w zdrowiu i realizacji marzeń i zamierzeń, które będzie można wspominać, za rok.




niedziela, 23 grudnia 2018

Czekamy na Maleńkiego, by uczcić urodziny Jego

   Codzienne gromadzenie artykułów do świątecznych przysmaków, i ich przygotowywanie, to normalne od dwóch tygodni. A i tak ostatniego dnia, już wigilijnego, zawsze jeszcze coś, przypomni się.
  Zupa grzybowa, makaron, pierogi, kompot, pierniczki, ryba faszerowana, pierniczki i mięsa popieczone / pasztet też:)/. Ale jeszcze ciasta przede mną. Co roku obiecuję sobie, że skromnie i mało, a wciąż robię jak zwykle. No cóż, może za rok inaczej, bo siły już nie takie i kosztuje to wysiłku.
   Jeszcze wczoraj rano było trochę śniegu, ale już teraz tylko kałuże i plucha. Na szczęście dołączył wiatr, także osuszy trochę. Czyli na Boże Narodzenie, znów bez śniegu. Wspomnienia z poprzednich lat i zdjęcia pozostały, gdy go nie brakowało.
    Prezenty praktyczne, ale dla dzieci trochę bardziej dopasowane do marzeń i listów do św. Mikołaja. Nie mam czasu na szukanie i chodzenie po sklepach, czasem korzystam w zakupach z Allegro. Najważniejsza jest atmosfera miłości i spokoju, uhonorowanie Narodzin Jezusa i Jego Matki, która całkowicie, poświęciła Jemu, swe życie. Bez tej świadomości, święta nie mają sensu. Cała reszta, to tylko otoczka, ale przyznaję, że ona wymaga pracy i czasu i dodaje uroku.
    Piękne są zawsze miny dzieciaków, które z językiem na wierzchu, w napięciu rozdzierają opakowania prezentów spod choinki. Uwielbiam to. Na początku czytanie fragmentu Pisma Świętego, dzielimy się opłatkiem, tuląc do serca wszystkich bliskich i kochanych. Wiem, że co by się nie działo, Pan będzie z nami. Potem smakowanie, tego co na stole, oglądanie upominków, śpiewanie kolęd / pastorałek. Tak, chwile rozmów, wzruszenia i spoglądania na choinkę...
    Wszystkim życzę radosnego przeżywania Świąt Bożych Narodzin, w cieple najbliższych i tych kochanych. I oby św. Mikołaj o każdym pamiętał:).     
                                                               





piątek, 30 listopada 2018

Wieje, aż w uszach gra

   Od dwóch dni wiatr nie daje nikomu spokoju. Tak, że wrażenie przy kilku stopniach na minusie potęguje uczucie zimna. Brrr, najchętniej wcale nie ruszałabym się z domu.
    Jutro zaczyna się grudzień i święta za pasem. Zawsze to dla mnie wyzwanie.
Tak wyglądały kwiaty na moim balkonie, jeszcze 2 tygodnie wcześniej. 
Jak się uspokoi wiatr, muszę pościnać je, bo zmarzły. Dziwię się, że liście laurowe i rozmaryn, normalnie rosną. Dziś jednak okryłam je, bo boję się, że nie przetrwają.
   Czuję się, jak miś który za chwilę pójdzie spać, do wiosny. Niewiele robię, to co muszę a oczy się kleją do snu. A tu naprawdę sporo trzeba pogimnastykować się przed świętami.
   Zawsze dylematem jest, co komu dać od św. Mikołaja. Najchętniej sprezentowałabym, jakieś praktyczne drobiazgi, ale jakoś trudno wprowadzić to do realizacji. Będzie jak będzie, czas pokaże.
   Jeszcze przedtem urodziny Adasia, 5-te. Sama nie wiem, co teraz cieszy dzieci, bo tak wiele mają. 
No nic, muszę zmobilizować się i pomału "ogarnąć" dom i zakupy przedświąteczne. 
    Już wieczór, dzień krótki i szybko jest ciemno. A gdy w ciągu dnia nie ma słońca, jestem taka oklapnięta.
   


   Za oknem zmrok i niebo bez gwiazd
   Oczy się kleją, spać iść gotowe
   Ja jednak jeszcze powalczyć muszę
   Pomysły różne mam w głowie
   Pójdę za chwilę do kuchni swojej
   Wypiję świeżej herbaty
                                                                                                    Odgonię ziewanie, posiedzę chwilę
                                                                                                    I to już chyba na tyle

 Pozdrawiam i dobrych dni życzę