piątek, 27 grudnia 2019

Dobrze, że jesteś z nami, Maleńki Boży Synu

   Wiele przygotowań, zakupów, gotowania czy pieczenia, dla tej jednej chwili. Rodzi się Syn Boży. Podarowany nam przez Boga Ojca, by stać się odkupicielem każdego człowieka. Wystarczy tylko chcieć... Niesamowite i wzruszające.
I już po świętach. Trochę były dla mnie burzliwe sytuacje, które zmąciły spokój w moim sercu i umyśle. Nie będę opisywać, bo szkoda wracać do tego, co boli...
   Znowu było bez śniegu i jak zwykle, teraz dopiero odpoczywam. Choć właściwie, po świętach też muszę posprzątać:)). 
Choinkę ubrałam sama, trochę popiekłam, ale bez szaleństw. Udało się nawet pośpiewać kolędy. 
   Jeszcze Sylwester przed nami. Czyli tak normalnie, z prezentami i specjałami na Boże Narodzenie. Były pierniczki (dwa rodzaje), sernik krakowski, makowce i pierniki dojrzewające. Ale to, co narobiła moja siostra, to ja jestem, jak to się mówi "mały pikuś" przy niej. Ja nie dałabym rady zrobić tyle. Ze względu na to, że jemy mięso sporadycznie. Upiekłam pasztet i indyka, jako mięsiwo. A gęś na obiad (b. smaczna).
   Pierwszego  dnia   świąt   byłam  w gościnie u siostry i szwagra. i wtedy zobaczyłam, ile można przygotować potraw.
Ja dzisiaj jeszcze jadłam karpia smażonego z kapustą i grochem.  A jutro odsmażę pierogi i do tego barszczyk czerwony, na zakwasie.  Zawsze przez tydzień jest co jeść, pomimo to, że rozdaję co nieco innym.
Piernikowe ciasto dojrzewało niecałe dwa tygodnie. Zrobiłam powidła  z anyżkiem i przyprawami i przełożyłam pierniki oraz polałam polewą czekoladową.
Smakuje wspaniale! Żaden inny, nie oddaje tego piernikowego tego czegoś. Uważam w dodatku, że wcale nie ma przy tym dużo pracy.
Sernik krakowski, z krateczką, na kruchym spodzie, taki cięższy. Popełniłam błąd, użyłam za gładki ser do niego. Wolę taki bardziej grudkowaty, akurat w tym serniku. Ale przeszło, minęło. 
   Tak szybko te dni zleciały i tylko, co nieco jeszcze zapasów zostało.
Dzisiaj było dżdżysto i nieprzyjemnie. Trochę ochłodziło się. Ale wyszłam, by chociaż przewietrzyć umysł i organizm.
   Jutro już sobota. Pojadę z mężem po jajka od kobiety z Podlasia. Mamy taką, zaprzyjaźnioną, przyjeżdża co sobotę, na bazarek. Od niej też kupuję wiejskie kurczaki, czy inne rzeczy. Ostatnio poszerzyła asortyment, przywożąc ciasta, czy drożdżówki. Pieką je, jej córki i synowa. W sezonie ma grzyby, jagody. A jak jest cieplej, są również pyzy z soczewicą. Handel "na dużą skalę":)).
    I na czas powszedni, życzę dobrych dni i wszelkiej pomyślności. Oby Nowy 2020 Rok dał wiele radości, zdrowia i spełnienie marzeń.
















wtorek, 10 grudnia 2019

czas nieubłaganie płynie...

   Grudniak kwitnie, zimno zapowiada. No i czas najwyższy, bo do świąt pozostały dwa tygodnie. Z rozmysłem dzielę przygotowania, bo sporo trzeba zrobić, by należycie świętować. Piernik dojrzewa (pierwszy raz robię dojrzewający). Pierniczki - pierwszy rzut - już w pojemniku czekają, w otoczeniu cząstek jabłek. Zamierzam zrobić jeszcze drugie, nie mogę się zdecydować, które:). Pasztet już zamroziłam, ćwikła w słoikach. Ale masę rzeczy, potraw, jeszcze przede mną.
   W tym roku na stole świątecznym zagości gęś, ale nie do końca wiem, z jakim nadzieniem.
Śledziki, ryby, sałatki, makowce, sernik, drożdżowe i nie wiem, co jeszcze. Wiadomo grzybowa, z domowym makaronem i pierogi z kapustą i grzybami. Nie wiem, czy w czasie do końca się zmieszczę. Ale bez szaleństw, nie te lata i żołądek każdy ma jeden.
   Jeszcze przed świętami urodziny Adasia, wnuczka naszego i to już w sobotę najbliższą. Też, jakiś wypiek trzeba zrobić. Powtarzam się, ale szybko czas płynie. A przez to, że widno jest tak krótko,  jakaś niemoc mnie dotyka. I tak, jak zwykle było mi gorąco, teraz jest wręcz odwrotnie. Ale to nic, będzie dobrze.

Jeszcze tak niedawno, zachwycałam się jesienią, a już za chwilę zima. Cieszę się tym, co jest, bo życie jest piękne.
Wyjdę na jakieś zakupy, a potem, obiad i sprzątanie, prasowanie. Dobrych dni wszystkim życzę i pięknych pomysłów na święta.


       




sobota, 2 listopada 2019

Dzień, kiedy wszyscy, których już nie ma... powracają



    Co roku, dzieje się tak samo. Powracam myślami, bardzo mocno, do Kochanych i Bliskich, którzy już nie powrócą. Wczoraj byłam u dziadków, mamy i siostry oraz kilku znajomych, na grobach. Znicze, kwiaty ale przede wszystkim modlitwa... 
     Przez dni poprzedzające Święto Zmarłych, oddałam hołd również na innych cmentarzach, m.in. na Powązkach. Na tym cmentarzu, znajdują się groby nastoletnich kuzynów męża, którzy polegli, w pierwszych dniach Powstania Warszawskiego. Tyle wspomnień, radosnych i innych, które odcisnęły się w naszym życiu. Dobrze, że są takie dni refleksji, wspomnień rodzinnych i chwile, gdy zastanawiamy się nad tym, co dalej. Łatwiej chyba tym, co żyją wiarą, wiedząc, że schodząc z tego padołu, zaczyna się to najważniejsze, życie wieczne.
   Tak naprawdę, życie jest krótkie i im jestem starsza, tym mniej mogę zrobić.
Bagaż doświadczeń okazuje się czasem, za ciężki i czasem trudno sobie poradzić, w dzisiejszej rzeczywistości. Ale to, że całe moje życie trwam z Bogiem, daje mi nadzieję, na lepsze jutro.
Pozdrawiam wszystkich i życzę dobrych dni, spotkań z bliskimi, którzy są przy nas i wspomnienia chwil, o tych, którzy są gdzieś w oddali, ale nadal nam bardzo bliscy.

Gdzie jesteś, kiedy Cię nie ma
Czy lepiej, beze mnie, z daleka
Daj mi znak, że nic Cię nie boli
I dla mnie miejsce tam, czeka
Wiem, można cieszyć się chwilą
Ale, gdy wszystko przeminie
Dobrze wiedzieć, nie błądzę
Wspomnienie o mnie, nie zginie

poniedziałek, 30 września 2019

A miesiąc temu było gorąco

   Ostatni dzień września. Dzień w deszczu i w wietrze. Z jednej strony nieprzyjemnie, ale tak naprawdę, ziemia potrzebuje wody, bo całe lato mało jej było. Ale, co pocieszające, dzięki temu, grzybów w lesie jest więcej, a amatorów na nie, nie brakuje.
   Jutro znowu zaczynam rehabilitację. Miałam 2 tygodnie przerwy. Mam nadzieję, że poprawi się kondycja moich kolan. Zobaczymy.
 Jesień. Piękna w swych kolorach, od żółci do brązów. Pełna odcieni czerwieni i różu. Nadal wiele kwiatów zdobi klomby i rabaty. Na ziemi tworzą się całe połacie dywanów, z opadających liści, strącanych przez wiatr. A w aptekach coraz częściej sprzedaje się syropy na kaszel, tabletki na gardło itp.
   Każda pora roku przynosi zmiany i tak już jest. Zrobiłam trochę ogórków, ale nie wiem czy wszystkie będą dobre, bo jeden już był z "pustymi" w środku, takie purchawy. Oprócz tego mam 6 słoiczków powideł ze śliwki (bez cukru ). Może zrobię jeszcze, ale nie wiem. Z 1 kg śliwek wychodzi, jeden słoik dżemowy powideł! Trochę to trwa, ale możliwe do wykonania nawet w jednym dniu, tylko trzeba czuwać i robić to w dwóch ratach. Z pomidorów nie robię nic. Tyle dobrych soków i past jest na rynku, że nie chce mi się.
   Zrobiłam to zdjęcie wczoraj, wiem bardzo złej jakości, ale kolor tego drzewa, powalił mnie! Przepiękne. Chyba nie dałabym rady oddać tego farbami. Na osiedlu, są miejsca zadbane - być może ze względu, na to, że mieszkają tam ludzie z administracji. Są cudownie obsadzone kwiatami, krzewami, drzewami. Koło mojego domu jest bardzo skromnie. Wyglądam przez okno. Wieje mocno wiatr, pada deszcz i na razie chyba tak będzie.
Wczoraj usmażyłam placki z kabaczka i jabłek. Wyszły puszyste i smaczne.
Robiłam już z cukinii i ciasta i kotlety i różności, ale z kabaczka nie. Od kilku miesięcy nie jemy mięsa i wędlin (ja czasem, coś skubnę) ale mąż, nie chce. Wciąż staram się coś wymyślać, żeby nie było monotonnie. 
Całe życie uczę się i dobrze, bo trzeba rozwijać się, a nie stać w miejscu. Ale niejednokrotnie, po ludzku, nie chce się.
   Czekam zawsze na wiosnę, lato, jesień czy zimę, tak szybko mijają. A ja znowu czekam...

 
Była wiosna, lato, przyszła teraz jesień
Nie wiem, no bo skąd, co ona przyniesie 
Kocham życie, świat i to, co na nim żyje
Łaknę przeżywać mocno, wszystkie dobre chwile
Będę chodzić po dywanach liści, oglądać przyrodę
Odwiedzać zakątki stare i poznawać nowe
Wystarczy, że będą siły i zdrowie sprzyjało
Bo tak, prawdę powiedziawszy, to ciągle mi mało...

Życzę wszystkim, złotej jesieni 
w sercu, pięknych chwil z tymi, co są nam drodzy i obcowania z przyrodą, która daje nam tyle radości.
Cieszmy się każdą chwilą, tak szybko przemijają. Wiem, coś o tym, bo przeżywam drugą młodość.:))

poniedziałek, 12 sierpnia 2019

Wciąż za mało deszczu

    Dzisiaj było upalnie. W takim dniu, niewiele mogę zrobić. Oddycham jak ryba, parne powietrze bardzo mnie męczy. Byłam u zwierzaków (koty), bo córka wyjechała. Wprawdzie niewiele przy nich pracy, ale same wody i jedzenia, nie wezmą. Plotka, to mama - wygodna, taka do leżenia i spokoju, choć czasem zmienia przyzwyczajenia. Bunia, drobna kotka - indywidualistka. Podobnie, jak jej brat, Falek lubi się bawić. Wszystkie domagają się głaskania i pieszczot. Falek, co ciekawe, jada głównie ryż, czy kaszę z mięsem drobiowym i marchewką (że mu się nie znudzi). Na dodatek lubi paprykę surową:). Kotki, margotki, ale fajne futrzaki.
   Dziwne lato w tym roku, gorące, parne i męczące. Nie ma
kiedy odpocząć. Nawet przez to ceny
owoców i warzyw są dużo wyższe.
   Czas już na robienie ogórków. I tak
staram się robić, co jakiś czas, 
po kilka słoików.  Praktycznie z truskawek, nie mam zrobionych przetworów. Ale może zrobię choć trochę słoików powideł, bo tych nie brakuje w sprzedaży.
   Zapowiadane są deszcze, oby tylko prognoza sprawdziła się, jest sucho.
   Codziennie, niezmiennie, coś jest do zrobienia. To obiad, zakupy, czy odkurzyć w domu. Ale myślę, że to znane jest każdej gospodyni. Choć czasem dopada mnie jakieś lenistwo, że totalnie, nic mi się nie chce. 

   Byliśmy w lipcu trochę nad morzem, w Chłopach. Mała osada, 200 mieszkańców - a w sezonie więcej turystów niż miejscowych.
Lubię morze i dobrze zwykle się dobrze czuję nad nim. 
Może jeszcze, gdzieś jakoś wybierzemy się na jesieni.
Na razie, jeszcze w moim bloku, jest remont balkonów i 
z drugiej strony budynku, trwa budowa. Wciąż hałas i coś dzieje się. Już późno, kończę i szykuję się spać. Liczę, że jutro rzeczywiście będzie chłodniej. Może i więcej chęci do zrobienia następnych słoików z ogórkami. Pozdrawiam wszystkich.
To już sierpień, lato wspomnień
Miesiąc pamięci, warszawskich Powstańców
Co Ojczyznę naszą ukochali
I za nią, życie poświęcili lub oddali
Młode serca, gorące i piękne
Na wieki zaznaczyły się w historii naszej
Bóg, Honor, Ojczyzna - wyryte na zawsze
Tak niewiele chcieli, wolności w swym kraju
Zapamiętam do końca swych dni, co zrobili
I spotkam się z Nimi, jeśli Bóg zezwoli
Bo żyję wolna, dzięki Nim, bez biedy i niewoli
 




czwartek, 27 czerwca 2019

Czerwiec upalny i męczący

    Tak, znów kończy się miesiąc. Gorący jest ten czerwiec. Dał mi się we znaki i nie tylko mnie. Starszy czy młody, wypocił się nieźle w tym miesiącu. Niektórzy mówią, że takich temperatur, nie pamiętają. Po tym, jakie są temperatury, widać, że nastąpiło ocieplenie naszego kontynentu i wszystko przemawia za tym, że to nie zmieni się. Nigdy nie lubiłam upałów, teraz tym bardziej.
W tym miesiącu minęła 10. rocznica śmierci, mamy męża i 4.ta mojej mamy.
Jakoś tak dziwnie się ułożyło, że teściowa zmarła przed moimi imieninami, a mama wkrótce po. Tak, że nie jestem w stanie o tych datach zapomnieć. 
   Dzisiaj wreszcie trochę chłodniej i wieje trochę. Ale niestety, na razie deszczu nie ma. Chmury ciemne napływają i odchodzą. Ziemia domaga się wody i może wreszcie doczeka się. Potrzeba ziemi ochłody.
   Na początku czerwca zmarła Monika, ukochana mojego siostrzeńca, Piotrusia. Przez prawie rok walczyła o to by być, żyć i wciąż myślałam, że siłą woli uda się jej wygrać tę batalię. Operacja, chemia, schudła niesamowicie. Niestety, organizm nie wytrzymał. Odeszła... Miała 42 lata. Ja w swej naturze, pomimo wiary, bardzo boleśnie odczuwam, każde odejście.
Dedykowałam Monice wiersz:
Pamiętam Cię sprzed roku, roześmianą całą
Gdy grałaś w kometkę z córką, czy z synem, na przemian
Kręciłaś się przy grillu, uśmiechałaś miło
Opowiadałaś o życiu, zamyślałaś krótko
Umiałaś słuchać innych, dzielić wspomnieniami
A teraz, sama stałaś się wspomnieniem
I choćbym bardzo chciała, z całych sił
Wiem, że tego, już nie zmienię
Tak, jak Cię zapamiętałam, kochałaś życie
Ludzi, kwiaty i wszelkie podróże, cieszyłaś chwilą
Liczyłaś na to, że zwyciężysz, ja też tak myślałam
Byłaś waleczna, do końca, taka pełna życia
Choć widziałam czasem, że masz coś do ukrycia
Tak, silna byłaś w walce, myślałaś, a może się uda
Wszak, dzięki Bogu, zdarzają się cuda
Jednak, jak widać, On miał inne plany względem Ciebie
Może potrzebował Cię bardziej u siebie, tam w niebie
Przeszło, minęło, zostały wspomnienia
Dla wszystkich pozostał ból, na długo
Ty odpoczywaj, w spokoju, w miłości
Już teraz, nic Cię nie boli, nie złości
My możemy nadal wspomagać modlitwą Ciebie

   W lipcu może pojedziemy trochę nad morze, do Chłopów.
Lubię morze i mam nadzieję, że mój mąż i siostra ze swoim mężem, będą zadowoleni, zobaczymy. 
  Wakacje. Trochę mniejszy ruch na ulicach, ale zauważa się turystów, którzy łakną wrażeń. Życzę wszystkim, dobrych dni, ochłody w upały i radości wśród kochanych i życzliwych.
 
 
  

środa, 15 maja 2019

Maj, najpiękniejszy miesiąc

   Tak, to już maj. Wiosna w pełni. Zieleni się wokół nas, a woń kwiatów, bzu i samej zieleni jest oszałamiająca. Wreszcie od 2 dni pada deszcz, bo ziemia jest tak wysuszona, że aż woła. Wiosna...
   Pomimo mojego zachwytu nad wiosną, muszę przyznać, że nie czuję się najlepiej. Jestem jakaś osłabiona i sama nie wiem, czemu. Mówię sobie, wiek, przesilenie wiosenne, itd.
A może po prostu, wszystko naraz. Dzisiaj wyspałam się chyba nareszcie /jeszcze dosypiałam, po wyjściu męża do pracy/. Dobrze jest.
Najgorzej,  gdy się zacznę nad sobą roztkliwiać.  
   Czasem wychodzę na dwór, ot tak, by popatrzeć, co nowego zakwitło, na moich stałych ścieżkach. Klomby przy administracji są chyba najbardziej zadbane i ozdobione kwiatami, niektórych nawet nie znam nazwy. Spacerując, słucham śpiewu ptaków, radośnie zaznaczających swą obecność. Jak nie cieszyć się tym, co wokół widzę. Tak wiele się dzieje w przyrodzie i to cieszy.
   Na urodziny dostałam od męża ekspres do kawy, to motywuje mnie do częstszego jej picia:)). Nie powinnam, a piję. 
Już ciemno, szosa za oknem błyszczy się od deszczu i świateł latarń, widać, co na szosach się dzieje. Dzień ma się ku końcowi.
   Od kilku tygodni moja połówka, nie je mięs, wędlin itp. To wyzwanie dla mnie, sama też staram się towarzyszyć mu w tym postanowieniu, ale nie do końca. Okazuje się, że kuchnia bez mięsa wymaga jednak większej inwencji, a tym samym pochłania sporo czasu. Poza tym, ma być smacznie i zdrowo. Na szczęście wiosna, to pora roku, która dostarcza wielu warzyw, nowalijek, wkrótce owoców, tak że pomysłów mi nie zabraknie.
  W sobotę byliśmy na ślubie kościelnym, mojego chrześniaka Rafała z Kasią. Po prawie 22. latach zdecydowali się na ślub.
Pamiętam ich ślub cywilny, byli bardzo młodzi, zaraz po maturze. Jak to ksiądz powiedział: długie narzeczeństwo. Miła ceremonia.
  Znowu zauważę, jak ten czas leci. Ja już babcia /mam dwójkę wnuków/, włosy srebrne, czy raczej białe. Ale, taka kolej rzeczy. Być szczęśliwą, pomimo upływu lat. Kochać życie i świat i ludzi.
   Wszystkim życzę radosnych dni i wzajemnego szacunku i miłości. Wiosna nadzieję niesie, obdarza nas uśmiechem.

Spójrz na te kwiaty, powąchaj proszę
Tak wiele w nich uroku i czaru
Swoim kolorem, zielenią liści
Witają każdego, w maju
Nie możesz przejść obok
By ich nie zobaczyć
Na usta twe, uśmiech zawita
Bo takim kwieciem, każdego roku
Zwykle, nas właśnie, maj wita

 
  

środa, 10 kwietnia 2019

to już wiosna...

   Wiosna. Jak kobieta, piękna choć kapryśna czasem i zmienna. Niesie nowe, kolorowe, karmi nas nadzieją.
Liczymy, że coś odmieni się w naszej codzienności. Karmi nas przepiękną, soczystą zielenią i kolorami całej palety barw.
   Życie toczy się pomału, wydaje się, ale tak te dni lecą. Myślę, że jestem w wieku, kiedy już jest mniejsza koncentracja i siły nie takie, jak niedawno... Cóż, muszę się dostosować , nie ma innej opcji. Wybierać, co muszę zrobić, co ważne, priorytetowe.
   Za tydzień Wielkanoc. Pomyśleć pora, co zrobię na święta. Trochę będzie zachodu, bo z moją "połówką" zrezygnowaliśmy całkiem z mięsa. Ja może przełamię się na "co nieco" /pasztet, własną pieczeń itd./, ale mąż nie chce. Trzeba będzie zrobić kilka pozycji bezmięsnych.
Ale jednak pora podjąć decyzję, co zrobię.
   Po kilku dniach ciepłych, znów jest chłodno i wietrznie. Wiadomo, kwiecień-plecień... tradycja.
 Odkąd pamiętam, lubię wiosnę. Może dlatego, że wtedy właśnie urodziłam się:). Zawsze podziwiam soczystą zieleń i barwy kwiatów, które są nasycone i mocne. 
A poza tym, dni są dłuższe, cieplejsze, zachęcające do wyjścia 
z domu. Tyle się dzieje w przyrodzie, że trudno ogarnąć to. Jest ślicznie.
   Warto pomyśleć o balkonowych kwiatach i roślinkach, bo skoro można mieć "ogródek", to czemu nie. Mam to na uwadze, ale zabiorę się za to, po świętach. Na razie skupię się na liście zakupów, rzeczy do zrobienia itp.
Życzę wszystkim dobrego nastroju i nie przemęczania się, bo w święta też trzeba mieć siły. Ale najważniejsze są spotkania z najbliższymi. Dobrych dni wszystkim życzę. 

piątek, 1 marca 2019

Już marzec...


   Wczoraj był Tłusty Czwartek. Pomyślałam, "tradycja, ważna sprawa" i usmażyłam pączki.
Zrobiłam je w.g przepisu, sprzed blisko 20 lat. Jest zapisany, jako: "Karnawałowe pączki pani Rejentowej". Wychodzi ok. 12 sztuk, wystarczyło dla nas. Były bardzo smaczne i lekkie. Mój małżonek powiedział: "jeszcze takich dobrych, nie było". Nie wiem, robię je tylko raz w roku, no może dwa i wydają mi się takie same. Ale czasem mąka jest inna, czy gospodyni w lepszej formie:). Jeszcze przed nami Ostatki, ma być powtórka z pączków / życzenie domowników/, choć ja wolałabym dla odmiany, faworki. Zobaczymy.
    Pogoda taka zmienna, jak to w czasie zbliżającej się wiosny. Raz ciepło, ale z szalonym wiatrem, to znowu zimno i szaro. Ale widać, że wkrótce już będzie pięknie. Zielono i kolorowo. Każdy z nas czeka na to.
   Na rabatkach osiedla już widziałam krokusy i przebiśniegi. Wiele krzewów już zieleni się. Wkrótce oczy moje radować się będą wiosną w pełni. Dla mnie to najlepsza pora roku. Myślę, że nie tylko dla mnie. Tymczasem jeszcze nie można się za bardzo "wietrzyć" bo organizm może tego nie wytrzymać.
   Codziennie zaglądam do moich ulubionych blogerów. Chwile odpoczynku spędzam przy kompie. Tyle się dzieje. Choć niektórzy podobnie, jak ja robią przerwy, bo... no właśnie, różne są tego powody.
   Nadchodzi czas postu. Dla mnie czas zastanowienia, skruchy, modlitwy i próby wyrzeczeń. Po co jestem? Co potem? Co daję innym? Jakim jestem człowiekiem? I tak dalej. Taki rachunek sumienia. Życzę wszystkim dobra od innych, zdrowia i... Bożego miłosierdzia.

Codziennie, niezmiennie, budzę się rano
I robię zwykle, co muszę, co trzeba
Niejednokrotnie jednak, czas tracę
Rozmyślam, nad tym, co się w świecie dzieje
Złoszczę, śmieję się i płaczę
Chciałabym wiele, ale już nie mogę
Bo, po prostu, brakuje mi siły
Macham ręką bezsilnie, poddaję
I czekam, by wrócić do tego
Co lubię, co muszę, co chcę...
Jestem, jaka jestem, kocham, krytykuję
Choć może, nie zawsze tak, jak należy
Cóż mogę się mylić, za dużo powiedzieć
Bo jestem człowiekiem i jak każdy błądzę
Nie jestem doskonałą, wiem
I na tym, czy innym świecie, nie rządzę
Lubię życie i wszystko, co się wokół dzieje
I wciąż mam duszę dziecka...
Uczę na nowo, rzeczy nieznanych
Podziwiam tych, co potrafią
Patrzę na księżyc, niebo i słońce
A serce mam ciągle gorące....