wtorek, 10 grudnia 2019

czas nieubłaganie płynie...

   Grudniak kwitnie, zimno zapowiada. No i czas najwyższy, bo do świąt pozostały dwa tygodnie. Z rozmysłem dzielę przygotowania, bo sporo trzeba zrobić, by należycie świętować. Piernik dojrzewa (pierwszy raz robię dojrzewający). Pierniczki - pierwszy rzut - już w pojemniku czekają, w otoczeniu cząstek jabłek. Zamierzam zrobić jeszcze drugie, nie mogę się zdecydować, które:). Pasztet już zamroziłam, ćwikła w słoikach. Ale masę rzeczy, potraw, jeszcze przede mną.
   W tym roku na stole świątecznym zagości gęś, ale nie do końca wiem, z jakim nadzieniem.
Śledziki, ryby, sałatki, makowce, sernik, drożdżowe i nie wiem, co jeszcze. Wiadomo grzybowa, z domowym makaronem i pierogi z kapustą i grzybami. Nie wiem, czy w czasie do końca się zmieszczę. Ale bez szaleństw, nie te lata i żołądek każdy ma jeden.
   Jeszcze przed świętami urodziny Adasia, wnuczka naszego i to już w sobotę najbliższą. Też, jakiś wypiek trzeba zrobić. Powtarzam się, ale szybko czas płynie. A przez to, że widno jest tak krótko,  jakaś niemoc mnie dotyka. I tak, jak zwykle było mi gorąco, teraz jest wręcz odwrotnie. Ale to nic, będzie dobrze.

Jeszcze tak niedawno, zachwycałam się jesienią, a już za chwilę zima. Cieszę się tym, co jest, bo życie jest piękne.
Wyjdę na jakieś zakupy, a potem, obiad i sprzątanie, prasowanie. Dobrych dni wszystkim życzę i pięknych pomysłów na święta.


       




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz