piątek, 27 grudnia 2019

Dobrze, że jesteś z nami, Maleńki Boży Synu

   Wiele przygotowań, zakupów, gotowania czy pieczenia, dla tej jednej chwili. Rodzi się Syn Boży. Podarowany nam przez Boga Ojca, by stać się odkupicielem każdego człowieka. Wystarczy tylko chcieć... Niesamowite i wzruszające.
I już po świętach. Trochę były dla mnie burzliwe sytuacje, które zmąciły spokój w moim sercu i umyśle. Nie będę opisywać, bo szkoda wracać do tego, co boli...
   Znowu było bez śniegu i jak zwykle, teraz dopiero odpoczywam. Choć właściwie, po świętach też muszę posprzątać:)). 
Choinkę ubrałam sama, trochę popiekłam, ale bez szaleństw. Udało się nawet pośpiewać kolędy. 
   Jeszcze Sylwester przed nami. Czyli tak normalnie, z prezentami i specjałami na Boże Narodzenie. Były pierniczki (dwa rodzaje), sernik krakowski, makowce i pierniki dojrzewające. Ale to, co narobiła moja siostra, to ja jestem, jak to się mówi "mały pikuś" przy niej. Ja nie dałabym rady zrobić tyle. Ze względu na to, że jemy mięso sporadycznie. Upiekłam pasztet i indyka, jako mięsiwo. A gęś na obiad (b. smaczna).
   Pierwszego  dnia   świąt   byłam  w gościnie u siostry i szwagra. i wtedy zobaczyłam, ile można przygotować potraw.
Ja dzisiaj jeszcze jadłam karpia smażonego z kapustą i grochem.  A jutro odsmażę pierogi i do tego barszczyk czerwony, na zakwasie.  Zawsze przez tydzień jest co jeść, pomimo to, że rozdaję co nieco innym.
Piernikowe ciasto dojrzewało niecałe dwa tygodnie. Zrobiłam powidła  z anyżkiem i przyprawami i przełożyłam pierniki oraz polałam polewą czekoladową.
Smakuje wspaniale! Żaden inny, nie oddaje tego piernikowego tego czegoś. Uważam w dodatku, że wcale nie ma przy tym dużo pracy.
Sernik krakowski, z krateczką, na kruchym spodzie, taki cięższy. Popełniłam błąd, użyłam za gładki ser do niego. Wolę taki bardziej grudkowaty, akurat w tym serniku. Ale przeszło, minęło. 
   Tak szybko te dni zleciały i tylko, co nieco jeszcze zapasów zostało.
Dzisiaj było dżdżysto i nieprzyjemnie. Trochę ochłodziło się. Ale wyszłam, by chociaż przewietrzyć umysł i organizm.
   Jutro już sobota. Pojadę z mężem po jajka od kobiety z Podlasia. Mamy taką, zaprzyjaźnioną, przyjeżdża co sobotę, na bazarek. Od niej też kupuję wiejskie kurczaki, czy inne rzeczy. Ostatnio poszerzyła asortyment, przywożąc ciasta, czy drożdżówki. Pieką je, jej córki i synowa. W sezonie ma grzyby, jagody. A jak jest cieplej, są również pyzy z soczewicą. Handel "na dużą skalę":)).
    I na czas powszedni, życzę dobrych dni i wszelkiej pomyślności. Oby Nowy 2020 Rok dał wiele radości, zdrowia i spełnienie marzeń.
















wtorek, 10 grudnia 2019

czas nieubłaganie płynie...

   Grudniak kwitnie, zimno zapowiada. No i czas najwyższy, bo do świąt pozostały dwa tygodnie. Z rozmysłem dzielę przygotowania, bo sporo trzeba zrobić, by należycie świętować. Piernik dojrzewa (pierwszy raz robię dojrzewający). Pierniczki - pierwszy rzut - już w pojemniku czekają, w otoczeniu cząstek jabłek. Zamierzam zrobić jeszcze drugie, nie mogę się zdecydować, które:). Pasztet już zamroziłam, ćwikła w słoikach. Ale masę rzeczy, potraw, jeszcze przede mną.
   W tym roku na stole świątecznym zagości gęś, ale nie do końca wiem, z jakim nadzieniem.
Śledziki, ryby, sałatki, makowce, sernik, drożdżowe i nie wiem, co jeszcze. Wiadomo grzybowa, z domowym makaronem i pierogi z kapustą i grzybami. Nie wiem, czy w czasie do końca się zmieszczę. Ale bez szaleństw, nie te lata i żołądek każdy ma jeden.
   Jeszcze przed świętami urodziny Adasia, wnuczka naszego i to już w sobotę najbliższą. Też, jakiś wypiek trzeba zrobić. Powtarzam się, ale szybko czas płynie. A przez to, że widno jest tak krótko,  jakaś niemoc mnie dotyka. I tak, jak zwykle było mi gorąco, teraz jest wręcz odwrotnie. Ale to nic, będzie dobrze.

Jeszcze tak niedawno, zachwycałam się jesienią, a już za chwilę zima. Cieszę się tym, co jest, bo życie jest piękne.
Wyjdę na jakieś zakupy, a potem, obiad i sprzątanie, prasowanie. Dobrych dni wszystkim życzę i pięknych pomysłów na święta.